Jednego jestem pewny po obejrzeniu "Operacji Argo" - przyszłoroczne rozdanie Oscarów będzie bardzo interesujące. No i właściwie jeszcze jedno - Ben Affleck jest bardzo zdolnym reżyserem i ta działka filmowa wychodzi mu znacznie lepiej od aktorstwa.
"Operacja Argo" zawita do naszych kin za trochę ponad miesiąc, ale już teraz jest o niej głośno. Za oceanem zbiera świetne recenzje, całkiem zresztą słusznie, a tematyka nie jest przecież najłatwiejsza. Affleckowi udało się jednak nakręcić poważny film z dużą domieszką humoru, który sprawia że całość bardzo fajnie i przystępnie się ogląda.
Akcja opartego na faktach "Argo" przenosi nas do roku 1979. W Teheranie dochodzi do groźnych zamieszek, w wyniku których demonstranci przejmują ambasadę USA, biorąc jako zakładników 52 pracowników. Szóstce z nich udaje się jednak wydostać, a potem znaleźć schronienie u ambasadora Kanady. CIA, wiedząc, że niebezpieczeństwo jest olbrzymie postanawia jak najszybciej wydostać ich z Iranu. Spec od eksfiltracji Tony Mendez (Affleck) opracowuje chytry plan, który może okazać się skutecznym ratunkiem w tej sytuacji. Z pomocą hollywoodzkiego producenta Lestera Siegela (świetny Alan Arkin) i wybitnego charakteryzatora Johna Chambersa (najlepszy aktorsko w filmie John Goodman) tworzą fikcyjny projekt filmu "Argo", a szóstka z Teheranu będzie musiała udawać ekipę pracującą nad tym obrazem.
"Operacja Argo" jest filmem przede wszystkim znakomicie skonstruowanym. Napięcie budowane jest powoli, choć zaraz na początku mamy przecież tzw boom, ale też szybko zostajemy wprowadzeni w sam środek istoty całej fabuły. Aby zrealizować swój plan Mendez musiał przekonać najpierw do niego swoich szefów, co wcale nie było łatwe. Ten fragment filmu należy zresztą do najzabawniejszych. Choć mówimy o dramatycznych przecież wydarzeniach, śmiejemy się zdrowo. A potem "Argo" ogląda się już jak świetny thriller obyczajowy z intrygującą końcową sekwencją.
Oprócz mocnego scenariusza, ogromną zaletą filmu są aktorzy - Goodman, Arkin, ale też i Bryan Cranston jako przełożony Mendozy. Affleck w tym gronie wypada najsłabiej, ale jak na niego i tak spisał się przyzwoicie. W całość idealnie wkomponowuje się muzyka Alexandra Desplat, a także mocna operatorska robota Rodrigo Prieto.
Bardzo dobre kino, którego nie można pominąć. Coś mi się wydaje, że w lutym "Operacja Argo" jakąś statuetkę w Los Angeles zgarnie.
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając z niej wyrażasz na to zgodę. Cookies pozwalają nam na dostosowywanie serwisu do potrzeb odbiorców, ułatwiają również prowadzenie statystyk. Każdy czytelnik może zmienić zasady gromadzenia cookies w ustawieniach swojej przeglądarki.Administracja